Clownem być, czy nie być?

       Grudzień, -15 stopni na zewnątrz. Wchodzę do szkoły w grubej kurtce szczelnie owinięta szalikiem, tak samo jak 2/3 uczniów. Zaraz po rozebraniu się w szatni duża część z nas zmierza w kierunku automatów, żeby napić się czegoś ciepłego, albo wyjmuje z plecaków kubki termiczne. Niektórym jest tak zimno, że nie zdejmują kurtek, tylko w nich idą na lekcje.
       Jednak jest też wśród naszych uczniów grupa osób, które wydają się zimna nie odczuwać. Pośród wyotulanych po szyję dziewcząt przy drzwiach wejściowych do szkoły i na korytarzach można zauważyć też takie, które noszą rozsunięte kurtki, żadnego szalika, spodnie podwinięte wysoko ponad kostki, a do tego niskie skarpetki, a nawet trampki. Przecież najważniejsze jest, żeby wyglądać stylowo, prawda? Jak widać, „moda dla powodzian” nadal ma się dobrze.
       Ale to jeszcze nic takiego. Obserwując społeczność naszej szkoły, zauważyłam także, że są wśród nas osoby, na których temperatura nie robi żadnego wrażenia i czują się jakby ciągle było lato, ponad 20 stopni. Mówię tutaj o chłopcach wchodzących do budynku z zewnątrz w koszulkach z krótkim rękawem… Albo dziewczynach chodzących po korytarzach w bluzkach na ramiączkach czy spódniczkach kończących się ledwo za majtkami. Naprawdę, jest aż tak ciepło?
       Rozumiem latem, kiedy jest bardzo gorąco i trudno funkcjonować w okryciu. Chociaż i wtedy nie jest to do końca w porządku, szkoła raczej nie jest miejscem, w którym taki strój byłby odpowiedni. Mamy tutaj zdobywać wiedzę, szanować jedni drugich. Nie jest również pokazem mody ani dyskoteką. Myślę, że to ostatnie miejsce szczególnie jest przeznaczone właśnie dla odkrytych topów i mini spódniczek. Czy szkoła przypomina wam jeden z klubów, do których chodzicie wieczorami? Skoro tak, powinniśmy namówić naszych szanownych nauczycieli, żeby i oni swoje stroje zamienili na bardziej imprezowe, a lekcje prowadzili z podkładem muzyki klubowej.
       Jeśli już o tym mowa, chciałabym też zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Idąc na dancing, jak to mówi mój dziadek, dziewczyny zwykle chcą błyszczeć, zachwycać strojem i makijażem. Właśnie… Najczęściej jest on mocniejszy niż zwykle, bardziej rzucający się w oczy. I to jest kolejny element, który został przeniesiony z klubu do poważnego miejsca, które ma nas wychowywać.
       Obowiązkowy element to oczywiście idealnie wyregulowane brwi, czasem aż nazbyt, za bardzo pogrubione, przypominające prostokąty, koniecznie przyciemnione. Tak, żeby było je widać z końca korytarza. Wybaczcie, ale czasem to wygląda jakby ktoś celowo was oszpecił. Następna rzecz, choć już nie aż tak popularna jak przerysowane łuki brwiowe, to usta. Ciemne, intensywne kolory… Według was to odpowiednie do szkoły? Serio, kto o siódmej rano zwraca uwagę na to, jak wygląda otwór gębowy innych osób? Przecież po jakimś czasie to i tak się zmyje, wystarczy, że coś zjecie…
       Jest coś jeszcze, co bardzo razi, gdy patrzy się na twarze niektórych dziewczyn. Mianowicie, tona podkładu, korektora i pudru. Pomijając fakt, że odcień kosmetyków nie zawsze dopasowany jest do koloru skóry, co wygląda śmiesznie… Oczywiście, jak wiadomo, te magiczne mazidełka potrafią zdziałać cuda i zrozumiałe jest, że dziewczyny masowo ich używają. Jest to nawet wskazane, nikt nie chce się wystraszyć, widząc rano twarz swojej przyjaciółki w takim stanie jak zaraz po wstaniu z łóżka. Ale bez przesady… Czasem, gdy mijam na korytarzu dziewczyny z tak zwaną „tapetą” na twarzy, mam wrażenie, że gdybym tego dotknęła – odpadłoby. Taka buzia wygląda sztucznie i staro. A wyobraźcie sobie, co będzie za trzydzieści lat…
       Gdzie naturalność? Większość dziewczyn nie potrzebuje tony makijażu, żeby wyglądać dobrze. Wystarczy trochę kosmetyków, żeby ukryć niedoskonałości i zaspane spojrzenie. Takie wklepane i wyrysowane coś wcale nie sprawi, że będziecie ładniejsze, wybaczcie.
       Tak samo, jeśli chodzi o te niezbyt przyzwoite stroje… Po co wam to? To jest szkoła, nikt nie ocenia waszych nóg czy dekoltów, ale to co umiecie, waszą wiedzę. A jeśli chcecie poderwać chłopaka… ? Myślę, że większość z nich, będąc w szkole, marzy tylko o tym, żeby lekcje się wreszcie skończyły, żeby nauczyciel nie wywołał ich do odpowiedzi, albo po prostu rozmawiają z kolegami o jakiejś nowej super grze, którą koniecznie muszą wypróbować. Może okazać się też tak, że wasz wybranek, którego uznanie chcecie zdobyć, niestety, nie gustuje w dziewczynach… Wtedy wasze wyszminkowane usta, odkryte ramiona, duże dekolty i krótkie spódniczki nie zrobią na nim żadnego wrażenia.
       Wychodząc rano z domu, warto pomyśleć o tym, żeby było wygodnie i ciepło, a nie modnie i wyzywająco, zwłaszcza zimą. Na pewno też o wiele przyjemniej (i zdrowiej) byłoby móc sobie pospać trochę dłużej, zamiast wstawać dwie godziny wcześniej tylko po to, żeby nałożyć maskę na twarz i przygotować się do szkoły tak, jak na imprezę.

GK, 3G