Czas na sen

       Jak wiadomo, sen jest bardzo ważny w życiu każdego człowieka. Wpływa na nasze zdrowie, samopoczucie oraz to, jak funkcjonujemy w społeczeństwie. Jego niedobór sprawia, że w ciągu dnia czujemy się zmęczeni, ospali, jesteśmy rozdrażnieni, trudno nam się skoncentrować, pracujemy mniej efektywnie, często również mamy problem z kontaktowaniem się z innymi ludźmi.
       Zbyt mała ilość snu jest jednym z największych problemów młodych ludzi, sami wiemy o tym bardzo dobrze – my, uczniowie szkół średnich (choć nie jesteśmy jedyni). Według ekspertów, nastolatkowie potrzebują od 8 do 10 godzin snu, by prawidłowo funkcjonować. A jak to wygląda w rzeczywistości?
       Duża część z nas dzień rozpoczyna bardzo wcześnie rano, zwlekamy swoje jeszcze śpiące ciała z łóżek już o godzinie 5.30, by zdążyć na lekcje, która rozpoczynają się o 7.10. Następnie niczym zombie suniemy do łazienki, by załatwić tam to, co trzeba. Myjąc zęby, nagle uświadamiamy sobie, że zostało nam jakieś 10 minut do wyjścia – wtedy właśnie z nie do końca żywego osobnika zmieniamy się w biegacza maratonu, by w pośpiechu ubrać się, jednocześnie jedząc śniadanie i próbując doprowadzić gniazdo na głowie do jako takiego porządku. No, przynajmniej staramy się ułożyć je tak, żeby nikogo nie przestraszyć…
       Wydawać by się mogło, że w nieco lepszej sytuacji znajdują się osoby mieszkające w tym samym mieście co szkoła, które nie muszą do niej codziennie dojeżdżać. Nie martwią się kierowcą środka komunikacji, który czasem przyjedzie na czas, a czasem dwie minuty wcześniej… Te dwie minuty to naprawdę szmat czasu. Wiedzą o tym zwłaszcza osoby, które wyszły z domu o tyle właśnie za późno i muszą biec na przystanek, a gdy już zbliżają się do niego, równocześnie z busem – muszą dodatkowo wykonywać różne akrobacje i machać czym tylko się da, żeby zwrócić na siebie uwagę „busiarza” i prosić o powstrzymanie złośliwych skłonności i zatrzymanie się na przystanku o minutę dłużej. Niektóre osoby korzystają z tej dodatkowej godziny snu, inne nie… Dotyczy to szczególnie dziewczyn, ważniejszy dla nich niż sen jest wygląd jak u gwiazdy filmowej na premierze… Ale to już ich problem.
       Nauczyciele zwykle czepiają się i złoszczą, gdy uczniowie spóźniają się na pierwszą lekcję, albo w ogóle na nią nie przychodzą. Oskarżają nas, że robimy to celowo, bo: a) był zapowiedziany sprawdzian/kartkówka b) mieliśmy coś przygotować, ale się nie wywiązaliśmy c) zwyczajnie nam się nie chciało. W wielu przypadkach oskarżenia te na pewno są uzasadnione, jednak są też inne powody, dla których młodzież spóźnia się do szkoły. Jednym z nich właśnie mogą być wspomniane wcześniej „dwie minuty”.
       Oczywiście w tym momencie pewnie wiele osób powiedziałoby, że uczniowie sami są sobie winni. Bo chodzą późno spać, bo imprezują, bo do godzin porannych tkwią w internecie, testują gry albo robią jeszcze coś innego, marnując czas przeznaczony na sen. Może niektórych to zaskoczy, ale duża część osób zwyczajnie uczy się do późna, czasem nawet zasypiając na książkach. Swoją drogą… Zabawne, kiedy poświęcają tyle, żeby przygotować się na sprawdzian, który ma być następnego dnia na pierwszej lekcji, a później okazuje się, że zaspali…
       Powinniśmy umieć tak sobie zorganizować dzień, żeby wystarczyło czasu na wszystko i żeby można było o przyzwoitej porze położyć się do łóżka, to prawda. Ale też dużo wygodniejsza byłaby po prostu zmiana godziny rozpoczęcia lekcji, choćby o 45 minut. Uczniom zaoszczędziłoby to problemów z frekwencją, a nauczycielom nerwów i niepotrzebnych emocji.

GK, 3G