Jak przez dym…

       Wstaję o 6:00, myje się, ubieram, jem śniadanie… wylewam całą buteleczkę najlepszych perfum i z „uśmiechem” na ustach wychodzę do szkoły. Przekraczając drzwi tego budynku, przez głowę przechodzi mi tysiąc myśli: ”a gdyby tak uciec?”, „może nie będzie tak źle?”, „a może akurat nie ma nauczyciela?”. Jednak lekcje, przy tym co dzieje się na przerwach, to „pikuś”…
       Przechodząc przez szkolny korytarz, (pomijając fakt, że w tym czasie jesteś świadkiem rewii mody), trzymaj kciuki, abyś nie poczuł potrzeby skorzystania z toalety. Niestety, stało się. Musisz wejść do tego pomieszczenia. Trzymając się za nos, wchodzisz jakbyś właśnie miał stoczyć walkę z groźnym smokiem. Pukasz do pierwszej kabiny-zajęte, drugiej- nikt nie odpowiada, otwierasz drzwi, a tam dwie dziewczyny kucające nad toaletą, wymieniające się plotkami i ploteczkami przy dymie tytoniowym. Dziewczyny! Proszę! Nie w toalecie. Rozumiem, ze niektórym być może odpowiada tenże zapach, jednak nie wszyscy lubią, gdy po wyjściu z toalet otrzymują milion pytań : „Palisz?”, „Byłeś w szkolnej toalecie, pewnie palisz?”. Nie poruszam już w tym momencie tematu toalety męskiej, bo z przykrością muszę stwierdzić, że z moich obserwacji wynika, że damska ubikacja na długiej przerwie jest w dużo gorszym stanie, przypominającym komorę gazową. O godzinie 14:00 wracam do domu, zmęczona po całym dniu bitew i walk stoczonych na szkolnych korytarzach i słyszę: „Śmierdzi od ciebie papierosami, paliłaś?”. Mam wtedy ochotę głośno krzyknąć, ale tylko rzucam plecakiem i idę do swojego pokoju.